Samotna kobieta z niemowlęciem na rękach ,powoli drepcze po mokrym śniegu .
Wokół szumi potężny las . Nagle na ścieżkę wypadają trzy ogromne wilki .
Kobieta przestraszona spojrzała na boki szukając pomocy .
A tu nic.
Środkowy wilk wystąpił naprzód i powiedział
- Daj mi swe dziecko , kobieto
- Ale … Ale to moje dziecko – odpowiedziała .
- Ja też jestem samicą , ale nie mogę mieć dzieci – powiedziała wilczyca.
- Nie oddam swego dziecka ! – krzyknęła kobieta .
Dwa wilki rzuciły się na nią i odgryzły jej głowę .
Wilczyca wzięła w pysk niemowlę i spojrzała na swych wybrańców .
Wilki jakby na hasło skoczyły sobie do gardeł . Jeden zginął .
Wilki odeszły w głąb lasu .
Bóg zlitował się nad dzieckiem i cofnął czas .
Na ścieżkę wybiegły trzy ogromne wilki .
- Daj mi swe dziecko kobieto – powiedziała wilczyca .
Kobieta pomna przeszłych wydarzeń udusiła dziecko .
Wilki odwróciły się i odeszły w głąb lasu .
Samotna kobieta usiadła na śniegu i zapłakała .
jakiż to cel ma
nasza cywilizacja ?
ma to nasze życie jakiś cel ?
czy może ot tak tylko , bez celu
jedynie bogacenie się
jednych kosztem drugich
i w globalnej skali , wyzysk i wojny
o rynki zbytku i “źródła surowców ” czyli
złote kaczki srające kasą
ludzkość jest zniewolona przez system monetarny
” W imię demokracji !
zabrać Kalemu złotą kaczkę
wszystkie zasrane dolary dla nas !
nie dla mas ! ”
głos wołający na pustyni
nadmiaru informacji
krzyczy a wrzaskiem zagłuszany
więc po cichu nucę
połamane wersy
w rytm ciągów skojarzeń
.
Czy podniosłeś choć raz
na nogi bezdomnego ?
czy wspomogłeś choć raz
go dobrym słowem ?
Toż to święci nowej ery
pielgrzymi bez swego miejsca
w ciągłej drodze
w poszukiwaniu swej woli godnej przystani
Przebieżają oni Świat , oczyszczając go
z brudów waszej pogardy spojrzeń
ónoszą wasze ego pod nieboskłon twej próżności
przy okazji zbierają puszki , butelki i inne śmieci
którymi brukacie łono swej Matki Gai
Święci ery konsumpcji
Czyli mający jedynie naturalne ludzkie
potrzeby ; picia , żarcia, noclegu
a nie jak wy Kajdany
Żądzy posiadania wszystkiego
Nie da się mieć wszystkiego
można jedynie
Być
ze Wszystkim
we Wszystkim
i
z niczem
innym
im więcej masz
tym mniej ciebie
w reszcie
Konsumpcjonizm jest nienaturalny
niemoralny
nieboski
Obcy
Stali patrząc w gwiazdy
gdzieś w górze przelatywał sputnik
nagle coś spadło
podniosła
kłódka
-Zimna – powiedziała -oH !
rusza się !
upadło znowu
Kłódka lewitując przesuwała się w kierunku dżwi
zamknęła je na skobel
zostali na zewnątrz
zasłona opadła
- cóż chodźmy spać do stodoły -
Obudził ich płacz dziecka
zerwali się . wbiegli do domu
w poronionej kołysce płakała dziewczynka
Wzięła ją w ramiona i podała pierś .
Dziecko siadło na sofie i zaczęło
rosnąć w oczach
zestarzało się i zmarło
- przynajmniej zmarło naturalnie -
patrzyli w gwiazdy
oh co za szczęście
że nie muszę budować barykady
że nie muszę szykować się do wojny
wolałbym przytulić cię
wrogu óko chany
hej puściłem ci oczko
piszę ci ja niepoważnie
lecz czytaj mnię óważnie
Pierdole wasze shematy
zasadniczo olewam zasady
żyjąc w kajdanach materii
wdzięcze los niewdzięczny
chwale każdą prawdę
i za prawdę
głowę łoże
to za to oba ma
dostał pokojąwą nagrodę nobla
księżycanie poddajcie się !
wasze działki i tak są dawno wykupione
napotykam być może
niezrozumienia mur
chęć skatalogowania mnie
I choć brzydzę się etykietkami
w ramach protestu nadaje sobie własną
Óprawiam poezję dezorientalną
ku chwale dezintegralnej orientacji
ku chwale chał powabnych
aby chwalebnym twym łonem
bezpańską sztukę
o calić w tym sercu
co trawi te słowa
bezpojęciowych pojęć
pokrytna ma dusza
jako pokrętność i słów moich
jam poruszeniem więc poruszam
jam pokruszeniem więc cię skruszam
jam potwierdzeniem
więc potwierdzam
o dziękici kicikici
nie prość niekolanić
jam nie tej siły
jam duhem władać
włazienki twej lustrzanicy
me lico obawia sięci
tyś mnątobą
tam mnie szukaj
wykluliśmmy się
hań u zaraniu
i pokrańce krańców
rośnie ma siła
wraz z sercem twym
w okowach materi zagubione me dzieci
pragnął bym pragnień ducha czystego
serdecznego spojżenia wgłąb siebie
zbużcie świątynie materii
usadzcieciecie stan duha
a szept mój ci znajomy
ukoi spragnioną mnie twą jaźń
zakżyknie Złamen
Człowieku bluźnisz
zakżyk odgżmi
Dezorientuj się !
Jam ci ukazał swawolną wolę
ija ci uhylam serca
i krwawe ono jako i ta planeta
.
biedne kropki
wszyscy zamykają
je na końcu zdania
więc ja
uwalniam kropki
a wy
możecie je adoptować
__________________________________
Autor : Podolski Grzegorz i wspólnota strony
Komentarz który awansował do wpisu
a nawet utworu
powstał pod wpływem komentarza óżytkownika KRS
Arlekinem jestem przepoczwarnym
wychodzę na drzewo i kracze
rozwijam skrzydła i spływam
płynę żegluję faluję
z prądem i pod prąd
z wiatrem i bez wiatru
Spojrzeniem słońca
gaszę i rozpalam
Słuchają mnie
elektrony kwanty i mezony
za bat chwytam i planety tresuje
skaczą krążą wirują
mgławice galaktyki
W ramionach losu sypiam
i czasem się bawię
pojawiam i znikam
Jedynie człowiek mnie
przeraża okrutny