Dożywocie dla palaczy Marihuany !
Historia teoretyczna ale jak najbardziej realna .
Ja wieloletni palacz Marihuany, dnia pewnego przed zapaleniem kolejnego skręta postanowiłem zostać Praworządnym Obywatelem . Pobiegłem więc z Jointem w dłoni do najbliższego komisariatu aby zgłosić przestępstwo posiadania prze zemnie narkotyku . Zostałem zatrzymany na noc abym ” wytrzeźwiał “, przesłuchany , zrewidowano mi mieszkanie i zarekwirowano resztę zielska. Po paru miesiącach zostałem skazany na rok więzienia w zawieszeniu na 3 . Po tych wszystkich ciężkich przeżyciach postanowiłem się odstresować, polazłem na miasto aby skołować jakiś materiał i już miałem sobie zapalić gdy przypomniałem sobie że przecież postanowiłem zostać Praworządnym Obywatelem ! Pobiegłem więc z Jointem w dłoni do najbliższego komisariatu aby zgłosić przestępstwo posiadania prze zemnie narkotyku . Zostałem z miejsca aresztowany odwieszono mi zawiasy , dołożono 2 lata . Po trzech latach więzienia wreszcie mnie wypuszczono.
O słodka wolności chwilo ! wolnym ja człekiem z wolną wolą , robię na co mam ochotę nie krzywdząc innych , więc wybrałem się na miasto i załatwiłem trawkę i już miałem sobie zapalić gdy dowiedziałem się że oszołomy dalej żądzą , a ja przecież jestem Praworządnym Obywatelem !
Pobiegłem więc z Jointem w dłoni do najbliższego komisariatu aby zgłosić przestępstwo posiadania prze zemnie narkotyku …
O słodka wolności chwilo ! Szkoda że tak krótka .
Przy okazji chce oficjalnie zgłosić przestępstwo o produkcje i handel narkotykami przez Państwo Polskie którymi są alkohol i tytoń .
Wieczny więzień wolnej woli i praworządności
p.s. Zezwalam na publikację tego utworu na dowolnej stronie internetowej za darmo,
pod warunkiem umieszczenia linku lub adresu mojej strony http://podolskiblog.pl
Podolski Grzegorz
( komentarze do tego wpisu w zakładce – Dożywocie – )
Moja sztuka nie jest na sprzedaż
Toć dałem wam światło i mrok
Dałem wodę i ogień
I nie chciałem zapłaty
To ja myśl swawolna
Ślady swych stóp
Stawiam w pyle
Dziejów
I teraz rzucam te słowa na wiatr
Rozdaje plony mej duszy
Rzucam srebrnikami w strwożoną twarz
Ohydnej żądzy pieniądza
A zapłatą mą
Twój uśmiech bracie
Twa radość siostro
To ja myśl beztroska
Podaje ci ręce
Mam wszystko !
czego mi potrzeba
a że nie mam potrzeb
więc nic mi do
szczęścia nie brakuje
możesz być szczęśliwy
teraz albo nigdy
co nie znaczy że nigdy nie
będziesz szczęśliwy , jeśli nie jesteś Teraz
bo to tu i tylko teraz istnieje
Ja i ta droga bezkresna
Obym nigdy nie skończył
Podróży Tej której nie zacząłem
Przebijcie mi ręce i nogi
Abym …………..
A także :……..
……..
……..
A potem ……….
Szept – nie zapomnijcie
o
skarpetkach
Przebłyski pana Gustawa X
to ty? Gucio?
spytał gucio
tak to on
odrzekł gucio
i
stopił lustro
* * *
-Bóg to krzesło
Kroczący korowód oskubanych kórczaków zafalował
-Ależ Góciu! Nie morzesz tak mówić,choćby dlatego że tu nie ma żadnego krzesła
odpowiedziała rzeka i czekała .Czekała na wiatr
-Właśnie o to chodzi ! jest i go nie ma , a inaczej nie ma go lecz jest
-Boże! O Boże! wiatr nadchodzi !-zawył kurczak 67034
Nadleciał wiatr i rozwiał resztki snów
-OH! kochanie kochanie Oh oh – rzeka odpływała z wiatrem w wymiar …..?
nurzali się w
w czymś czego Gócio
nie widział
nie czuł
nie rozumiał
nie umiał nazwać
-Tylko ja
-znów
-tylko
-sam
-pójdę
-i
-nazrywam
-tulipany -y -y -y -y -y
("-y" -głuchy jęk nieprzerwany
niepżerwanie
towarzyszący
rycerzowi A
w chełmie)
Rycerz A
znów istniał i wykrzywiał-
prostował-
rzeczy-wistość
Bocian zaklekotał
i pan Góstaw wysze sze dł
| -Skąd masz ten wiersz ? |
| -napisał mi sie wczoraj |>>>> rozmowa
| -chcący ? |>>>> z szybą
| -niechcący |
-No cóż , każdemu wedle potrzeb-
Stwierdził pan Gustaw
przy cherbaty szklance
U znajomego p. Stanisława
Po czym
swemu serdecznemu znajomemu
panu St. dał w morde
Umoczonnnnnnnnnnnnnne
w krwi serce
jękło
lecz
zapłoneło szczęś ciem
gdyż :-pan St.
wstał
-wstrząsnął głową
-rozpuszczone myśli
jego
krzykneły "Eureka"
-a pan St. "Dziękuje"
I wszystko byłoby
w pożądku
gdyţ : obaj rozstali się w zgodzie
lecz : pan St. wyszedł na parapet
iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii
i spadł
Serce pana Gustawa X
ochłoneło i spytało
"Po cóż? (i warto?) było?"
pan Gustaw tylko
wz ruszył ramionami
nic nie odpo-wiedział
Starożytny umoczył usta
w pucharze wina
podumał
i stwierdził
"O kórwa mać"
Bocian nastroszył pióra
Bardzo ciekawy człek
podszedł
popatrzył
odszedł
Bocian splunął
Gucio spuścił głowę
Ściana opadła
cisza wróciła
Idealne zakończenie
O boski – spytała – czym jest Życie ?
Ja nie płynę wyszeptał
czekam
A świat się przemieszcza
Stwarzam krople wygłosił
zanurzył dłonie w jej włosach
Wytoczył z nich krople
krwi
Dzierżę w dłoni
piętno
śmierci Ha!
Ja!
To!
Ja!
To!
Jednoręki
zgniatacz płomieni
.
Jade se ja na maszynie
a pęd włosów rozwiewa me skronie
po drodze nam z drogą w tej drodze
w wielości jedń Braci moc
w mej pięści uśmiechów trzos
tam ten cel nieważny
za wzgórzem mrok
za plecami ryk
płonących haustów światła
ot tak pędze na komety iskrze losu